Monday, May 12, 2014

The Other woman

Podczas mojego ostatniego pobytu w Warszawie razem z Grześkiem poszliśmy do kina. Wybraliśmy nowy film Nicka Cassavetes'a (reżyser m.in. "The Notebook") - "The Other Woman". "The Other Woman" opowiada historię kobieciarza Mark'a (Nikolaj Coster-Waldau), który ma wszystko co chce. Cudowny dom, piękną żonę (Leslie Mann), pieniądze i mnóstwo kochanek na boku (niektóre z nich są świadome bycia "tą drugą"). Jedną z adoratorek mężczyzny staje się Carly (Cameron Diaz) - bizneswoman, kobieta lubiąca dobrą zabawę z facetami (ale tylko wolnymi). Kiedy przez przypadek dowiaduje się, że kochanek, który znaczy dla niej więcej niż wszyscy ex razem wzięci, ma żonę postanawia się wycofać. Niestety w tym samym czasie żona (już byłego) mężczyzny odkrywa romans. Zdesperowana postanawia dotrzeć do kochanki i zapytać wprost o relacje, które łączą ją z Markiem. Carly udziela odpowiedzi na pytania, starając się jak najszybciej pozbyć żony swojego ex. Niestety nie jest to takie proste. W końcu jednak zaprzyjaźniają się i postanawiają wspólnie zemścić na Marku. Podczas całej akcji zachodzą przeróżne zmiany, wychodzą na jaw kolejne sekrety (między innymi następna kochanka (Kate Upton), która dołącza do zranionych kobiet), a więź między Carly, Kate i Amber zacieśnia się. Na końcu każdy dostaje to na co zasłużył. Mark traci swoje fantastyczne życie, a kobiety zyskują jeszcze lepsze.
Według recenzji, którą czytałam przed pójściem do kina film jest przezabawny, dobrze wyreżyserowany, a gra aktorów naprawdę świetna. W skrócie mówiąc - film warty polecenia.
Jednak ja już podczas seansu zaczęłam zastanawiać się "czy to na pewno ten film?". Co prawda był niezły, ale spodziewałam się czegoś lepszego. Przyznaję, że Nick Cassavetes zrobił dobrą robotę, ponieważ dosyć ciekawie przedstawił sztampowy scenariusz (a raczej nie było to proste zadanie). Historia sama w sobie była bardzo przewidywalna i banalna. Na niekorzyść filmu działała również nużąca muzyka, która wywoływała u mnie senność. Jednak aktorzy rzeczywiście bardzo dobrze poradzili sobie z zadaniem. Cameron Diaz świetnie odegrała pewną siebie, inteligentną i seksowną bizneswoman, zdecydowanie będzie to jedna z moich ulubionych jej kreacji aktorskich. Od Nikolaja Costera-Waldau'a aż biła pewność siebie i swojej męskości. Doskonale pasował do roli kobieciarza. Leslie Mann wykreowała fantastyczną postać! Głupiutka żona, która sama nie wie czego chce. Sceny jej histerii były odegrane naprawdę mistrzowsko (jak na komedię). Co do debiutu Kate Upton skomentuję to jednym słowem - ideał. Modelka wcieliła się w głupiutką, młodziutką, seksowną kochankę. Kiedy pokazywała swoją głupotę, nawet na twarzy malowała się niewiedza. Po prostu widziałam na ekranie połączenie wszystkich puściutkich dziewczyn jakie znam. Sceny odgrywane były w pięknych miejscach. Mieszkanie Carly, Dom Kate i Marka, plaża, hotel, biuro, restauracja... Jeszcze długo by wymieniać. Wszystko urządzone nowocześnie, idealnie oddające charakter bohaterów i pasujące do odgrywanych scen. Podsumowując film nie wywarł na mnie dużego wrażenia, jednak zdecydowanie nadaje się na babski wieczór lub leniwy weekend. Niektóre sceny wywołują długotrwały śmiech, jednak większość zarysuje tylko uśmiech na twarzy. Warto obejrzeć chociażby dla kreacji Leslie Mann i debiutu Kate Upton. Moja ostateczna ocena to 6/10.
A wy oglądaliście "The Other Woman"? Jaka wam się podobał?




FOLLOW ME ON: 


LIKE ME ON: 
Continue reading

Wednesday, April 9, 2014

Alice in Wonderland

Dzisiaj mam dla was trochę inny post. Nie chodzi w nim o stylizację, a o zdjęcia. Są owocem mojej ostatniej współpracy z Roksaną Kaczyńską. Jeśli śledzicie mojego bloga od dawna, wiecie, że ja i Roksana mamy za sobą dużo sesji. Z tej jestem bardzo zadowolona! Niestety nie dodaję wszystkich zdjęć, ale mam nadzieję, że te wybrane podbiją również wasze serca.














Sweater / Sweterek - Stradivarius
Dress / Sukienka - River Island
Shoes / Buty - H&M
Wreath / Wianek - H&M
Cat ears headband / Opaska kocie uszy - Glitter


FOLLOW ME ON: 

LIKE ME ON: 
 
Continue reading

Sunday, March 16, 2014

Boyfriend jeans

 
Przez kilka ostatnich dni pogoda była naprawdę ładna. Świeciło słońce, wiał delikatny wiatr, aż szkoda siedzieć w domu! W końcu wyciągnęłam z mojej szafy skórzaną kurtkę zakupioną jeszcze na letnich wyprzedażach. Jest świetna na taką pogodę. W tym poście chciałam się wam pochwalić moją nową zdobyczą. W zeszły weekend byłam na zakupach i załapałam się na ostatki zimowych wyprzedaży. Szukałam spodni, najlepiej przetartych (przecież to teraz hit). Znalazłam idealne, możecie je zobaczyć właśnie tutaj. Nie dość, że dobrze się prezentują, to są jeszcze bardzo wygodne! Co o nich myślicie?










Trousers / Spodnie - Tally weijl
Sweater / Sweterek - Bershka
Jacket / Kurtka - Tatuum 
Shoes / Buty - Kazar
Necklace / Naszyjnik - Glitter



FOLLOW ME ON: 

LIKE ME ON:
Continue reading

Saturday, March 1, 2014

Diet or workout

Hej! W tej notce, tak jak zapowiadałam już na facebook'u, podzielę się z wami ciekawostkami na temat ćwiczeń, diet oraz ogólnie zdrowego trybu życia, które stosuję w swoim odżywianiu.
Zapewne każda z nas marzy o idealnej (według swojego kanonu piękna) figurze. Chcemy być piękne nie tylko dla siebie, ale również dla innych, aby każda kobieta, która przechodzi obok nas pomyślała "Damn, jaka ładna, a te nogi! Zabiłabym za takie...". Na dużej liczbie blogów spotkałam się już z postami typu "bądź fit ze mną!", albo "co robię, aby mieć taką figurę". Jeszcze kilka lat wstecz bardzo mało kobiet myślało o treningach. Niektóre sporadycznie biegały lub chodziły na siłownię, ale ich dbanie o sylwetkę opierało się głównie na ścisłych dietach. A dzisiaj? Większość kobiet prowadzi aktywny tryb życia, a nawet jeśli całe dnie muszą spędzić w pracy (np biurze) wieczorami odpalają Ewę Chodakowską, Mel B lub innych działających cuda trenerów. Oczywiście ćwiczeniom zazwyczaj towarzyszą zdrowe i pożywne posiłki. W takim razie wszystkie chipsy, ciasteczka z nie wiadomo czego i inne napakowane chemią świństwa lądują w koszach. I BARDZO DOBRZE! Jednak musimy pamiętać, że trzeba jeść z głową. Głodzenie się nie jest fit.
Śniadanie powinno być największe, obiad najbardziej kaloryczny, a kolacja nie może zawierać dużo węglowodanów (no chyba, że naszym celem jest przybrać na masie). Najlepsze przekąski między posiłkami to owoce lub warzywa. Zamiast popijać niezdrową cocacolę powinnyśmy przestawić się na zieloną i czarną herbatę, najlepiej sypane (nigdy nie wiemy co kryje się w tych woreczkach). Co do godziny spożycia ostatniego posiłku, sama nie jestem pewna. Niektórzy mówią, że przed 18, inni, że 2 godziny przed snem. Ja należę do osób, które jedzą przed 18. Co może przyspieszyć nasz metabolizm? Na pewno zjedzenie śniadania przed wyjściem do pracy/szkoły oraz kawałek gorzkiej czekolady (również rano). Pomaga nam ona spalać tłuszcze, dlatego najlepiej spożyć ją przed wysiłkiem fizycznym (np spacerem). Cynamon oraz orzechy włoskie również wspomagają ten proces, dlatego dobrze dodać je do np płatków, albo surówki owocowej. Dodatkowo, zawsze po posiłku najlepiej żuć gumę do żucia. Przyśpiesza ona proces trawienia, czy coś w tym stylu.. 
Nie jestem żadnym dietetykiem, ani specjalistą w tej dziedzinie, dlatego nie chcę was wprowadzać w błąd. Podzieliłam się kilkoma ciekawostkami, które wykorzystuję w swojej "diecie", może komuś pomogą.
Teraz parę słów o zdjęciach. Są jeszcze ze stycznia, więc można powiedzieć, że trochę stare, ale bardzo je lubię, dlatego nie wyobrażam sobie, że mogłabym ich tutaj nie dodać. Stylizacja z dnia, który wspominam jako jeden z bardziej aktywnych, podchodzi trochę pod sportową.





T-shirt / Koszulka - Bershka
Shorts / Spodenki - New Yorker
Shoes / Buty - Nike



FOLLOW ME ON:
INSTAGRAM

LIKE ME ON:
 
Continue reading

Friday, February 21, 2014

Dreams

Wiem, że już wcześniej napisałam post o marzeniach, ale po obejrzeniu najnowszego odcinka "The Carrie Diaries" nie mogłam się powstrzymać od zrobienia tego ponownie. Muszę się wam przyznać, że Carrie Bradshaw to jedna z osób, które mnie inspirują. Nie ważne czy mówimy o pisarce z Manhattanu, która jest kochanką Mr Biga, czy o młodej poszukującej swojej przyszłości dziewczynie z małego miasteczka, po uszy zakochanej w Sebastianie Kyddzie. Uwielbiam obydwie! Każda strona Carrie jest dla mnie inspirująca. Wszystkie jej przemyślenia z "The Carrie Diaries", które poznajemy podczas oglądania perypetii z życia bohaterki są takie prawdziwe! Dużo z nich mogłabym dopasować do moich. Ostatni odcinek "Run to You" jest właśnie o marzeniach. Jeśli ktoś śledzi serial od początku wie, że młodziutka Panna Bradshaw zmaga się ze stratą mamy, a jej tata aby pomóc przejść przez ciężki okres załatwia córce pracę w kancelarii adwokackiej swojego przyjaciela w Nowym Jorku. Wielkie marzenie o mieście właśnie zaczyna się spełniać. Na Manhattanie nastolatka poznaje Larrisę, swoją przyszłą przyjaciółkę i pracownicę magazynu "Interview". Kobieta pomaga Carrie odnaleźć się w NYC. Bradshaw jest zafascynowana wielkim światem (zresztą nie ma co się dziwić). W między czasie poznawania jasnych i ciemnych stron miasta śledzimy przygody Carrie oraz jej przyjaciół. Życie bohaterki obraca się o 180 stopni, nagle staje się częścią Manhattanu. Dostaje się na studia, później Larrisa przedstawia jej ofertę pracy w "Interview", którą ostatecznie przyjmuje rezygnując z N.Y.U., kończy szkołę i... jej przyjaciółkę zwalniają, co niesie za sobą również zwolnienie nastolatki. Jej świat staje na głowie, nie wie co ze sobą zrobić, zaprzepaściła szanse na studia, straciła pracę w magazynie, zostaje z niczym (oczywiście nie licząc jej chłopaka i przyjaciół, z którymi niestety również będzie musiała się rozstać). Po przemyśleniu wszystkiego, co robi Carrie? Postanawia walczyć o marzenia! Teraz nie liczy się dla niej GDZIE będzie pracowała, ważne, że w ogóle zarobi. Chce dość do wszystkiego małymi kroczkami. Dlaczego? Otóż panna Bradshaw zna swoją wartość i wierzy w siebie oraz swoje marzenia, które pewnego dnia (o czym przekonaliśmy się w "Sex and the city") w końcu się spełnią i niegdyś zagubiona nastolatka dostanie od życia więcej niż by się tego spodziewała. 
To w niej lubię. Carrie mimo kłopotów nie ucieka ze swoim chłopakiem, tylko zostaje i walczy jak lwica o to, co jej się należy. Nie ważne, że ktoś powie, że się do tego nie nadaje. ONA WIE, ŻE TAK MA BYĆ. TO JEJ ŻYCIE, JEJ MARZENIA I JEJ PRZYSZŁOŚĆ. Mimo iż obchodzi ją zdanie innych (a może raczej obchodziło), to dzięki Sebastianowi nauczyła się patrzeć na to z innej perspektywy i nie przywiązywać zbyt dużej wagi do tych, którzy nie wnoszą nic istotnego do jej świata. 
Wtedy myślę: "DALEJ BRADSHAW! POKAŻ IM!", a chwilę później: "Zaraz... przecież ja też mogę". Bo dzięki Carrie zauważyłam, że dla chcącego nie ma rzeczy niemożliwych. Porażki, które zaliczyła - nie wstydzi się ich, ponieważ to one uczyniły ją jeszcze silniejszą dzisiaj. Spójrzmy na kobietę z "Sex and the city". Czy kiedy widzicie Sarę Jessicę Parker ubraną w szpilki od Jimmy'ego Choo myślicie o niej jako o dziewczynie z małego miasteczka, która osiągnęła wszystko ciężką pracą i wiarą w siebie? Na pierwszy rzut oka, wręcz powiedziałabym, że urodziła się w NYC i mimo swojego talentu zapewne i tak miała łatwy start. 
Niestety, to tylko seriale. Carrie nigdy nie istniała i nie osiągnęła tego wszystkiego... Jednak, to nie znaczy, że my nie możemy! Bradshaw jest dla mnie chodzącą inspiracją, nie ważne czy żyje naprawdę, czy tylko w mojej głowie i telewizji. Osiągnęła sukces, znalazła przyjaciółki i cudownego mężczyznę, a na dodatek to wszystko w NYC. Jaka teraz jest wasza wymówka przed zabraniem się za spełnianie marzeń?

Słowa 18-letniej Carrie o Nowym Jorku i jej przyszłości:

"[...] Należę do tego miasta. To jest mój dom. I mimo, że nic tu dla mnie nie ma... Ani pracy, anie studiów. Muszę tu zostać i walczyć o swoje życie."

"[...] To tutaj należę. Nie mam wielu odpowiedzi. W zasadzie żadnej. Wiem tylko, że totalnie nawaliłam. Ale jestem tutaj, żeby walczyć o życie, którego chciałam w tym mieście, jako pisarka. I nie poproszę Cię nawet o grosza. Znajdę mieszkanie, dodatkowe prace. Spróbuję pracować nawet jako kelnerka. Zrobię wszystko, żeby osiągnąć, co chcę."




FOLLOW ME ON:


LIKE ME ON:
Continue reading

Monday, February 17, 2014

Happy B-day to PLF!

Dopiero teraz zauważyłam, że dzisiaj mija rok od opublikowania pierwszego posta (Long skirt)! 
Właściwie to rok od opublikowania posta, który teraz uchodzi za pierwszy... Blog powstał wcześniej, tydzień, albo dwa. Pierwszy post również wyglądał inaczej, ale przez to, że zbyt szybko zniechęcam się do niektórych rzeczy, usunęłam go. To samo miałam zrobić z blogiem, ale moja przyjaciółka mnie powstrzymała, za co jestem jej teraz bardzo wdzięczna. 
Ogólnie historia PLF nie jest skomplikowana. Nazwa wzięła się od mojego ulubionego serialu ,,Pretty Little Liars", nie żebym uważała się za piękną i małą fashionistkę (chociaż co do małej (wiekowo), to się chyba zgadza), na samym początku miało być "Sassy Vogue". Założyłam go, w czasie, kiedy o blogerkach modowych zaczęło się robić głośno, za namową przyjaciółek. Uważały, że się do tego nadaję, że mój styl jest "inny" i wyróżnia się na tle moich rówieśników. Bloga założyłam i zaczęłam na niego dodawać zdjęcia, które już miałam, później umawiałam się na nowe sesje, aby nie zabrakło materiału do publikowania. Po kilku miesiącach (jeśli dobrze pamiętam to coś około dwóch) założyłam fanpage na facebook'u. Jednak szybko stwierdziłam, że blog jest na to jeszcze za "młody" i usunęłam. Przez cały czas, miałam co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony uwielbiałam PLF, bardzo lubiłam poznawać opinie ludzi na temat mojego stylu, zresztą dzięki niemu poszerzyłam wiedzę w kilku tematach i pogłębiłam swoje pasje. Ale niestety każdy medal ma dwie strony, tą ciemną jest między innymi moja nieśmiałość, która wraz z rozwojem bloga, raczej nie uległa zmianie. Nadal boję się o to "co pomyślą ludzie..." i zawsze 10 razy zastanawiam się zanim dodam notkę czy tekst lub zdjęcia są dość dobre, aby inni je zobaczyli. Ale obiecuję sobie i wam, że nad tym popracuję! I kiedy PLF będzie obchodził drugie urodziny, na zdjęciach zobaczycie pewną siebie dziewczynę, która nie będzie się przejmowała opinią ludzi, na których jej nie zależy :)
Do postu załączam pierwszą stylizację z moich ferii w Egipcie. Co prawda, od powrotu minął już prawie miesiąc, ale dopiero wczoraj znalazłam czas na przerobienie kilku zdjęć. Mam nadzieję, że letnia stylizacja w naszej wczesnej wiośnie przypadnie wam do gustu.

Ladies and gentlemen, boys and girls, it's my blog first b-day! Happy Birthday to Pretty Little Fashionista!





Shirt / Koszula - Reserved
Bandeau / Góra od kostiumu - New Yorker
Bikini bottom / Dół od kostiumu - Cubus
Shorts / Spodenki - Bershka
Sunglasses / Okulary - Reserved 
FOLLOW ME ON:

LIKE ME ON:
Continue reading

Monday, February 10, 2014

Funny sweatshirt

Witajcie.

Kilka tygodni temu dostałam paczkę, owoc współpracy ze sklepem internetowym rosegal.com. W środku znajdowała się bluza, którą wybrałam miesiąc wcześniej. Teraz macie okazję ją zobaczyć. Bardzo podoba mi się na niej motyw kota i pastelowe kolory, skoro pastele mają podbić modowy rynek w 2014 roku, trzeba mieć chociaż jedną taką rzecz w szafie. Bluza nadaje się do szkoły, na wyjście ze znajomymi czy niedzielne siedzenie w domu. Byłam w niej na czwartkowym koncercie Ellie Goulding (który był niesamowity!), więc teraz na pewno zawsze będzie przywoływać cudowne wspomnienia.
Co do sklepu rosegal.com - przesyłka przyszła bardzo szybko (myślałam, że będę musiała dłużej czekać), wszystko było dobrze zapakowane, naprawdę polecam! Na bluzie również się nie zawiodłam, mam nadzieję, że ponoszę ją jeszcze przez długi czas.

W następnym poście dodam stylizację z moich ferii w Egipcie. Co prawda od mojego wyjazdu minęły już jakieś 2 tygodnie, ale muszę się nimi z wami podzielić :)








Trousers / Spodnie - Zara
Earrings / Kolczyki - khasyja.blogspot.com



FOLLOW ME ON:



+ ZAPRASZAM WAS NA MOJEGO NOWO POWSTAŁEGO FANPAGE NA FACEBOOK'U!

Continue reading